Ustawienie hellingerowskie na miejscu zdarzeń

Kategoria: Inspiracje Opublikowano: piątek, 05, maj 2017

 

Jacek Borowicz

 

Z góry zastrzegam, że tytuł mojej opowieści jest nieco na wyrost. Wydaje mi się jednak, że otwiera on kolejną, być może z wielu obiektywnych względów  trudną do częstego stosowania możliwość pracy metodą ustawień systemowych. Praca, którą obserwowałem nie do końca miała miejsce dokładnie „na miejscu konkretnego zdarzenia” – ale bez wątpienia jest przykładem pracy „w terenie”, poza salą szkoleniową, w bliskim związku terytorialnym z miejscem i osobami dramatu… a było to tak…

Zakończył się kolejne warsztaty, tym razem organizowane w górach, na których prowadziłem moje zajęcia. Zbieraliśmy się do odjazdu i – jak to zazwyczaj w takich sytuacjach  bywa – osoby dysponujące samochodami wspomagały nie zmotoryzowanych uczestników zajęć oferując im możliwość podwiezienia. Tak też było i w moim przypadku – zabrałem ze sobą kilkoro uczestników rozwożąc ich po drodze do Wrocławia. W trakcie podróży wciąż  trwały ożywione rozmowy, wymiana doświadczeń porównywanie przeżyć i spostrzeżeń, śmialiśmy się wspominając momenty zabawy i relaksu…w pewnym momencie naszej podróży zobaczyliśmy tablice informacyjne mówiące o zbliżaniu się do miasteczka „L”  - jednego z punktów etapowych naszej drogi powrotnej.  I wtedy właśnie  N. – jedna z uczestniczek zajęć wyraźnie poruszona powiedziała, że przecież właśnie tutaj, w tej miejscowości mieszkał i zmarł jej wujek (brat jej babci)  - osoba poniekąd zapomniana w rodzinie, niejednoznaczna, której życie owiane było pewną tajemnicą, niejasnością. Niektórzy z żyjących członków rodziny przechowali jakieś fragmenty wspomnień -  przy czym w zależności od osoby snującej te wspomnienia – człowiek ten  pojawiał się w zupełnie różnych barwach…N. nie miała okazji poznać go osobiście , funkcjonował więc w jej świadomości jako strzęp niespójnej relacji rodzinnej…

…N.  sprawiała w tym momencie wrażenie osoby bardzo poruszonej, takiej  do  której  wspomnienie o owym krewnym dotarło w tej właśnie chwili nagle , w jakimś rodzaju olśnienia.

…porwane , postrzępione i na wpół wyblakłe  wspomnienia opowiadały o człowieku , który miał być uwikłany w jakąś wojenną tajemnicę – była to historia , w której służba w AK w czasie II Wojny Światowej mieszała się z późniejsza służbą w ówczesnym Ludowym Wojsku Polskim. Punktem  krytycznym tej historii było uwięzienie go na kilka lat w ciężkich warunkach -  przy czym niejasne pozostawały motywy tego uwięzienia, przewijały się tu zarówno kwestie udziału w pospolitych malwersacjach jak i aktualnych w ówczesnych czasach motywów politycznych, związanych z zemstą za jego wcześniejszą służbą w AK. Więzienie to tak czy inaczej odcisnęło się na życiu tego człowieka ciężką chorobą (gruźlica) , naznaczając wszystkie późniejsze lata jego życia cierpieniem. Wypełniała je pospolita, szara praca w jednym z prowincjonalnych przedsiębiorstw państwowych - i jednocześnie społeczna  działalność kulturalna , jako że człowiek  ten przejawiał liczne talenty artystyczne i starał się zarazić nimi innych. Był także motyw wielkiej , niespełnionej miłości, „zwykłego” małżeństwa - i jedynej, ukochanej córeczki zmarłej przedwcześnie w wieku niespełna pięciu lat.

Pamiętałem o wcześniejszej pracy z ustawieniem jaką wykonała N. Znaczący było min. motyw jej bardzo trudnej relacji z bratem, człowiekiem zbuntowanym, skłóconym  z życiem , utalentowanym artystycznie, mającym za sobą epizod ciężkiej choroby oraz kłopotów z prawem. Podobnych paralel można było się doszukać w losie samej N. – gotowość do angażowania się w misję społeczną pomagania innym, niespełnione marzenia o twórczości artystycznej , na koniec konflikt z prawem wynikły ze spowodowania przez nią wypadku samochodowego.

Widziałem , że emocjonalne  poruszenie N. narasta w miarę zbliżania się  do „W”. Nagle przyszła mi do głowy dość prosta i oczywista  myśl : „Skoro czujesz się z nim tak czy inaczej związana – może pojedziemy na cmentarz i zapalisz dla niego świeczkę? I tak tu jesteśmy i nie śpieszymy się nigdzie. Czy wiesz gdzie jest pochowany?”

Z trudem udało się N. zrekonstruować rozproszone relacje rodzinne mówiące o okolicznościach śmierci i pochówku krewnego. Paradoksalnie - najwięcej informacji posiadał jedna z ciotek  pielęgnująca czarną legendę na jego temat.  Tablica z mapą miasta wprowadziła pewne zamieszanie , jako że była na niej uwidocznione kilka cmentarzy. Drogą eliminacji wybraliśmy jeden z nich i udaliśmy się   tam we dwoje. Biuro cmentarza było nieczynne , pozostało nam więc kierować się niejasnymi wskazówkami topograficznymi przekazanymi kiedyś przez jedną z sióstr zmarłego.

Rozdzieliliśmy się , tak aby przeszukać sprawnie jak największy obszar cmentarza. „Gdzie jesteś?” - zadawałem w myślach to pytanie krążąc po jego alejkach. Nasze zadanie – biorąc pod uwagę rozmiar cmentarza wyglądało dość beznadziejnie. Niemniej jednak w końcu udało się  – i to N. była osobą  , która odnalazła go samodzielnie…To co zobaczyliśmy na miejscu było w pewien sposób wstrząsem – było  to tak , jakbyśmy nagle zostali zaproszeni do udziału w ustawieniu, w którym osoby do lat czekają na dopełnienie obrazu…zobaczyliśmy więc grób wujka N. a tuż obok – dosłownie fizycznie „przyklejony” do jednego z jego boków, położony jakby u stóp ojca - mały grób dziecka. Nie był więc to wspólny pochówek w jednym grobie rodzinnym ani nie były to po prostu dwa groby członków rodziny położone obok siebie. A rok śmierci córki był rokiem narodzin N. …

Widziałem wielkie poruszenie emocjonalne N. , w jej oczach pojawiły się łzy, ciało drżało, jej cała uwaga była zogniskowana na obrazie jaki ujrzeliśmy. Ja osobiście także miałem kłopot z zachowaniem chłodnego umysłu obserwatora . Zauważyłem już wcześniej , ze mój stan emocjonalny w trakcie prowadzenia ustawień jest dla mnie dość precyzyjna wskazówką odnośnie tego,  czy w danym momencie w tworzącym się obrazie dzieje coś właściwego. Teraz miałem odczucie bardzo mocnego przepływu energii, czułem silne wzruszenie… być może biorąc również udział w procesie formowania się obrazu konstelacji tej gałęzi  rodziny N.

…starając się wspomóc N. zaproponowałem jej , żeby zajęła swoje miejsce w relacji do tej właśnie odnalezionej części odnalezionej  rodziny. Chciałem,  żeby wejrzała w trudny los tego człowiek i jego dziecka. „Przedstaw im się proszę...niech cię rozpoznają…”.

”…mam na imię N. i ja - tak jak i ty – też należę to tej rodziny . W moim życiu - tak jak i w twoim są pewne zdarzenia i momenty ,które są dla mnie trudne…bardzo trudne . Ale też są w nim rzeczy dobre i jasne. Tak jak i ty mam córkę…Ty odszedłeś dawno temu i nie mogłam poznać cię osobiście. Szkoda…Ale jestem tu dzisiaj,  teraz i zostanę na tym świecie jeszcze jakiś czas. Zrobię z moim życiem to , co potrafię najlepszego – na mój własny sposób . Zrobię to  także na twoja pamiątkę . Pobłogosław mnie proszę , kiedy będzie mi się dobrze działo…” - i N. spontanicznie, nie dbając o otocznie pochyliła się w pokłonie…bardzo mocno czułem, że to co się dzieje jest właściwe…potem N. stwierdziła , że czuje mocną więź z córką swego wujka. „Czy mogę również z nią poznać się bliżej?”. „ Zrób to co jest właściwe”-  powiedziałem…

„Jestem N. i jestem twoja krewną, jestem młodsza od ciebie…przyszłam na świat wkrótce po twoim odejściu…szkoda, że nie mogłyśmy się poznać…masz dobre miejsce w moim sercu…” – i znowu N. pokłoniła się przed losem swojej kuzynki.

Na zakończenie rytuału N. zapaliła znicz na grobach swoich krewnych. Miałem wrażenie jakby w tej szczególnej chwili  otaczała nas aura spokoju i delikatna cisza… poprzednie doznania energetyczne ustały, oddech stal się lekki , spokojny. Coś ważnego się dokonało. Obraz tych dwóch grobów budził we mnie  teraz czułość i szacunek dla losu tych dwojga…Czułem , że N. mogła już pójść w swoją stronę…

Wiem , że od tego czasu N. udało się od innych członków rodziny uzyskać więcej dobrych informacji o losie swego krewnego. Kiedy zdarza jej się przejeżdżać tą drogą znajduje czas ,żeby zapalić dla niego znicz podtrzymując dobrą pamięć w swoim rodzie. Jej trudna relacja z bratem uległa pewnej poprawie, którą w porównaniu ze stanem uprzednim , można by nazwać radykalną – choć jest to zaledwie krok na drodze odbudowania więzi rodzinnej. Co nieoczekiwane – inicjatorem tej odbudowy był w tym przypadku po raz pierwszy brat.